Zlecając tłumaczenia, czy to przysięgłe czy zwykłe, zastanawiamy się, czy skorzystać z pośrednictwa Biura Tłumaczeń. Czy warto? A może poszukać samemu osobę która przetłumaczy tekst?
Czy znamy języki obce?
Obecnie wiele osób posiada deklaratywną znajomość języka. Czyli deklaruje, że zna. Było się w GB, pracowało się… zmywało… No dobrze, takich tłumaczy można traktować w kategorii żartu. Ten wpis powstał pierwotnie w 2013 roku, więc po upływie trzynastu lat wymaga pewnej aktualizacji. Sytuacja z tłumaczeniami przysięgłymi wymaga szerszego ujęcia, a przy tym należałoby rozwinąć pewne myśli.
Dlaczego potrzebuję tłumaczenia przysięgłego?
Szczególnie przy tekstach prawniczych czy medycznych. A często także w dokumentach technicznych. Znane są autorowi przypadki, gdy osoby przepracowały przykładowo w Niemczech kilka tygodni a nawet kilkanaście miesięcy, a nie znają w ogóle języka niemieckiego! Ta sytuacja jest oczywista, bo nieznajomość języka obcego staje się ewidentna, gorzej, gdy osoba po pobycie za granicą uważa, iż zna język obcy tak doskonale, że tłumacz jest mu niepotrzebny. A jak przetłumaczyć samodzielnie dokumenty kadrowo-płacowe, gdy pracowaliśmy w fabryce lub w szklarni?

Tłumacz przysięgły zajmuje się tym zawodowo (ech, jak nie znoszę słowa profesjonalnie, toż to czysta kalka językowa z angielskiego ) i na co dzień przekłada dokumenty z wielu branż i różnych rodzajów. Oczywiście, niektóre druki czy dokumenty powtarzają się, dzięki czemu tłumacz sprawnie tłumaczy – przy zachowaniu wysokiego poziomu merytorycznego.
Poczytaj: Błędy w tłumaczeniach kosztują wiele. Przykłady kosztownych błędów w tłumaczeniach finansowych.
Można też poszukać tłumacza przysięgłego na własną rękę. Mamy np
- świadectwo, albo
- kontrakt – umowę
- pismo w sprawie zwrotu podatku, wypłaty z ubezpieczenia, pismo bankowe, z urzędu skarbowego
- akty urodzenia, małżeństwa, akt zgonu.
Tu wchodzą w grę tylko i wyłącznie tłumacze przysięgli! W urzędzie nie przyjmą nam innego tłumaczenia, jak tylko tłumaczenie uwierzytelnione – poświadczone pieczęcią zarejestrowanego w Spisie Tłumaczy Przysięgłych Ministerstwa Sprawiedliwości tłumacza.
Reklamujemy u tłumacza przysięgłego, w urzędzie się nie spodobało…
Typowa sytuacja, niestety, z którą spotkaliśmy się – bez popełnienia żadnej pomyłki! I tu się zaczynają schody. Pierwszym takim „schodkiem” jest transliteracja, czyli polska pisownia obcojęzycznych nazwisk i imion. Która jest niejednoznaczna. Na szczęście – jeśli zleciliśmy tłumaczenie w Biurze tłumaczy przysięgłych, sprawa jest „do odkręcenia”, Nie dość że – jako Biuro – pomagamy porozumieć się z urzędem, idąc na rękę klientowi, to możemy dochodzić swoich praw w zakresie:
- reklamacji i poprawek
- zrabatowania za ewentualne niedociągnięcia
- zmian w tekście nawet kilka lat do tyłu! o ile nie zmienia to tekstu tłumaczenia uwierzytelnionego, a chodzi o kwestie formalne, pisownię nazwisk.
To wszystko jest oczywiste, jeśli mówimy o firmie tłumaczeniowej, jaką jest Biuro Tłumaczeń. Nie ujmując nic tłumaczom, osoby tłumaczące w domu często gęsto nie są w stanie dać radę spełnić wszystkich wymogów obsługi klienta, jakie wypełnia dobrze zorganizowany sekretariat Biura, gdyż działają w pojedynkę. Albo tłumaczysz, albo załatwiasz sprawy. Znamy ten dylemat.
„Tłumaczyć każdy może” – jak powiedziała nam kontrolerka z ZUS-u. Czy aby to prawda?
Wspomniałem o neologizmach poczytaj więc tutaj – kastomizacja komponentów – spolszczenia
ale o czym piszecie dokłądnie?
Tak to bywa, tłumacze są różni, tak jak ceny są różne. Tylko potem dochodzenie pomyłek, które się zawsze zdarzają. Gdy masz biuro tłumaczeń jest na pewno łatwiej
pozdrawiam